Dzięki za Twoje słowa!
Cała opowieść zostanie odczytana podczas naszego spotkania wigilijnego
Do zobaczenia na Teamsach!
Tej nocy jeden gwiazdozbiór świecił wyjątkowo mocno.
Ta łatwość dojrzenia Kasjopei, bo o niej tu mowa, mogła być postrzegana jako zapowiedź bądź też ostrzeżenie.
- Litości! - zawołał poczciwiec Albert, który znaki z niebios miał za nic i uznawał jedynie mędrca szkiełko i oko.
- Skaranie boskie z tymi poczciwcami! - żachnął się nagle Aż Tak Bardzo Święty Mikołąj i w jednej zaczarowanej sekundzie przestał być Aż Tak Bardzo Święty.
Zapomniał o tych wszystkich obietnicach prezentowych, posłuchał siebie i swoich pragnień, już dawno myślał o tym, że bycie Świętym nie jest dla niego.
W związku z tym, podjął decyzję - w tym roku w grudniu jadę do Indii medytować!
Spakował pierniki, prezenty dla swojego guru, niezbędne zioła i ruszył w podróż która na zawsze go odmieni.
Droga była pełna wyzwań, ale majaczący na horyzoncie cel niezmiennie zachęcał do dalszego marszu.
Mijały dni, miesiące, minął rok, a cel zdawał być się już o krok.
Cel jeden ważny dla nas wszystkich, ale i dla każdego z osobna.
W tym przypadku podejście jest tą małą rzeczą, która robi dużą różnicę.
Czasem sami zamykamy się na nowe doznania i doświadczenia, nie chcemy poznawać i odkrywać, a otwierając umysł i kierując się podejściem - pozytywnym - jesteśmy w stanie doświadczyć czegoś, czego nikt dotąd nie doświadczył w tym świątecznym okresie
W okresie, w którym najlepszym prezentem jaki możemy dać sobie i drugiemu człowiekowi jest coś zarazem prostego, ale i najcenniejszego - nasz czas.
Czas, którego tak nam brakuje - pełen uważności, dobra i ciepła - dzielmy się nim.
"Dzielmy się tym czasem za wszelką cenę" - pomyślał Mikołaj, docierając do małej nadoceanicznej indyjskiej wioski, gdzie miał rozpocząć swoją podróż w głąb siebie i znaleźć odpowiedź na wiele pytań, w tym na to, czy warto być świętym oraz jeśli sernik to z rodzynkami, czy bez?
Dlatego Mikołaj bardzo się zdziwił, gdy mieszkańcy wioski powitali go miseczką rodzynek... ale niestety bez sernika.
Z przyzwyczajenia zrobił z tego relację na Insta, jak zwykle z rozpędu wpisując #małeprzyjemności #SantaStyle #blessed, ale przed wysłaniem przypomniało mu się, że jest tu przecież po to, żeby od tego telefonu trochę odpocząć i żyć w >tu i teraz<, więc wrzucił go do swojej magicznej czapki bez dna, ruszył przed siebie plażą i zaczął rozmyślać o Jedności duchowej, Komunikacji międzyludzkiej i Plusach prostego życia.
Nie było to jednak łatwe. Zbliżało się południe, a z nieba lał się żar. Mikołaj nie był przyzwyczajony do tak wysokich temperatur - szczególnie o tej porze roku. Tuż obok dostrzegł samotną palmę, która okazała się idealnym miejsce, aby przez moment odpocząć. Usiadł w jej cieniu, zdjął czapkę i sięgając do kieszeni pomyślał, że w tym roku...
Chciałby spędzić ten magiczny czas inaczej niż zwykle. Kiedy zaczął rozmyślać, o czym tak właściwie marzy i jakiej zmiany chciałby dokonać w tym roku, zamknął na chwilę oczy, aby puścić wodze swojej fantazji i ku jego zdziwieniu przed nim ukazała się...
sylwetka ni to człowieka, ni to boga, trzymającego naręcze jakichś błyszczących statuetek.
- Jak Ci na imię wędrowcze i co tu masz w rękach, takie ładne, złote, srebrne, brązowe i chyba tytanowe? - zapytał zaciekawiony.
Wędrowiec zmrużył oczy, uśmiechnął się i wartko odpowiedział: Wielu jestem imion, znanych Ci i nie, ale na tej potrzeby sytuacji, możesz mówić mi Tomek, natomiast jeśli chodzi o to tutaj - wskazał brodą na statuetki - to już tłumaczę, przygotuj się.
But first, before we venture into the story of the statuettes, I invite you to drink some kompot with me - Have a seat and hold my statuettes, I'll be right with you
Zaskoczony zmianą języka Mikołaj, biorąc te intrygujące złote, srebrne tytanowe i brązowe statuetki, powiedział "O widzę, że kolega wielu imion, ale też i wielu talentów", po czym dodał "Alright Tomek, kompot pyszny, teraz opowiadaj o tym żelastwie i co Cię w ogóle sprowadza na tę rajską plażę i jakie plany na święta?"
31 Spinaczy, 1 miejsca w rankingach PRESS i ZFPR. Wiele można by mówić o wszystkich sukcesach. Posłuchaj mojej opowieści:
Już miał zacząć opowiadać, ale usłyszał dziwne dźwięki z oddali. Obrócił się i zobaczył
jak ogromny latawiec zbliża się do niego z nadmierną prędkością, a mała, filigranowa osóbka w oddali próbuje nad nim zapanować.
Tomek i Mikołaj przecierali oczy w niedowierzaniu – czy to był Muszka Kitesurfer?
Gdy już byli pewni, że to on zobaczyli. że niesie ze sobą pełen worek mydeł.
„Mydła, nie mydła dostarczymy je na czas, sky is no longer the limit, ludzkość się dzisiaj umyje” powiedział Tomek przyjmując postawę Superbohatera.
Wtem zarzucił połyskującą w promieniach słońca czarno-żółtą pelerynę, zapiął pasy tak mocno, jak tylko on potrafi i wystartowali - prosto przed siebie!
Wtem zadzwonił budzik.
Budzik dzwonił na tyle długo i głośno, że Tomasz nie mógł udawać, że go nie słyszy i musiał wstać na poranny samolot do Warszawy, żeby zdążyć na spotkanie z klientem, które zostało zaplanowane na godzinę 9:15.
Spotkanie przebiegło doskonale, więc można było spokojnie wrócić do Wrocławia i już miał się szykować do wyjścia, już zakładał płaszcz i nagle gdzieś w kącie okna sali konferencyjnej mignęła mu czarno-żółta peleryna, co oznaczało, że...
Odwiedził go tajemniczy super-bohater K+ Man!
Jak na tajemniczych bohaterów przystało, miał na sobie maseczkę - FFP2, dobrze kamuflującą jego toższamość
Tomasz struchlał. Nie wiedział czego się może spodziewać. Zimny pot zrosił jego czoło a przez ciało przeszedł dreszcz. "Fuck" pomyślał, chyba nie byłem do końca grzeczny...
...ale przecież byłem - skwitował po chwili namysłu i zapytał K+ Mana - dziś piątek, Asana wypełniona?
- Yyy Asana... ja pracuję na Orze.. - odpowiedział.
Wtem na horyzoncie ukazała im się dziwna zjawa.
Zza mgły wyłania się szczupła sylwetka - podkrążone oczy, zestresowane spojrzenie... to klient zgłaszający się po kartkę świąteczną dzień przed wigilią!
- Kierowniku, poratuj! Moi klienci czekają na kartę ode mnie jak na pierwszą gwiazdkę - jeśli jej nie dostaną to nie zasiądą do świątecznego stołu!
- Jutro wigilia, dzień cudów, K+ Man ma więc swoje sposoby by czynić dobro - powiedział wyciągając zza pleców malutkie drewniane pudełeczko z szczerozłotym logiem K+.
Pudełko otworzyło się, a ze środka buchnał brokat i rozbłysło światło tak mocne, że wszyscy w biurze musieli włożyć sunglassy.
- Nooo, i to jest prawdziwy efekt wow: więcej brokatu, a mniej dramatu - skwitował zadowolony klient.
Niestety zamiast kartek świątecznych w pudełku leżało 50 kilogramów smacznych pirogów z grzybami.
Klient, po wstępnej ekscytacji, zbladł, opadł i ugryzł pieroga, w którym wyczuł coś poza grzybem..
Co to takiego? Słodki smak, niesamowity zapach...
To chyba połączenie banana z ananasem - BANANASA.
I tak pojawił się pomysł: a może by to opatentować i wprowadzić do sprzedaży?
Na to Ania Simon i Łukasz podnieśli się zza biurek, klasnęli dwa razy i krzyknęli: Tak! Na maxa! Robimy to!
Trzeba zrobić harmo, ograć team, zbriefować zarząd, zamówić owoce, laboratorium genetyczne - szybko, szybciej, tyle pracy, a tak mało czasu... a to kto właśnie wszedł do biura?!?!?!
To Miikoołaaaj! - śpiewnie zakrzyknęła Ania i zapraszająco pokazała mu wolne miejsce - Chodź, pomożesz nam z projektem, ale najpierw powiedz czy coś dla nas masz i skąd ta egzotyczna opalenizna?
-HOHOHO! Już gonicie mnie do pracy?! Ja próbuje odpocząć przed największym eventem w roku, wakajki pod palmami.... a tu od wejścia do pracy? Prezenty mam i owszem, ale czy każdy jest gotowy by je dostać?
Z rozmachem ustawił Koło Fortuny i rozpoczął losowanie świątecznych podarunków!
- Jesteśmy gotowi - wesoło odparł zespół - czekamy i przy okazji pytamy, kto był najbardziej niegrzeczny w tym roku w firmie?
Ohhh... długo można by wymieniać — nie wiem, czy nie łatwiej wymienić tylko tych grzecznych :D
Na szczęście nie musicie się martwić, dziś Kołem zakręcą wszyscy!
Losujemy alfabetycznie czy losowo? Szczęście sprzyja odważnym, znam już pierwszego ochotnika!
Każdy pomyślał, że chodzi o niego, ale Mikołaj wskazał sam na siebie i zakręcił kołem tak mocno, że aż zaczęło wirować całe biuro, niczym po wypiciu magicznego eliksiru, a z nim wszyscy zebrani.
Mikołaj mienił się i zmieniał, raz przybierając postać K+ Mana, raz Bananasa, a raz całego zespołu Insight Lab, aż w końcu zamienił się w mikrofon konferencyjny, wszystko przestało wirować, a z mikrofonu wydobył się głos: - Halo Wrocław, słyszycie nas, co się tam u Was dzieje?
Czyżby całe biuro chleje?
Wszyscy spojrzeli po sobie a w biurze zapanowała cisza, cisza tak głęboka, że słychać było spadające płatki śniegu.
- Halo Warszawa... - odpowiedział po chwili głos z głębi pokoju - chyba coś przerwało, pytacie co dzisiaj w Betlejem??
- Warszawa, chyba jesteście zmutowani - dodał K+ Man - ale miło, że jesteśmy tu wszyscy razem.
- Słychać was Wrocław tutaj w Warszawie, chyba odwiedził was Święty i przyniósł prezenty - wydobył się ponownie nieznany głos z mikrofonu.
Kto to był, czy to ktoś z nas, czy to klient, a może Gerald z Rivii...nie dowiemy się, bo ciemno wszędzie i głucho wszędzie, a ktoś zapomniał zamknąć drzwi...ale, ale, coś słychać...chrumkanie: chruuum, chruuum, stukanie, pisk, głośne...ooooojaaaaaa...a chwile później jeszcze głośniejsze...ałaaaaa, tylko nie w szczepionke
Oczywiście na świnkę i różyczkę, bo nigdy mikro chipa na wymyślonego świrusa bym nie dał sobie wszczepić - wszyscy, którzy mnie słuchają, pamiętajcie, wyłączcie telewizor, włączcie myślenie!!!
- Czy Wy tam na pewno nie chlejecie Kochani - spytała jeszcze raz Warszawa i nie czekając na odpowiedź dodała - Ewa, zrobisz im tam jakieś mocne, małe CAWI przed weekendem?
Spokojnie, na pewno trafię, być może do piekła, ale przynajmniej będzie ciepło.
-Pani Jadwigo, dzień dobry! - odpowiada mikrofon -Jakieś szumy na łączach, to pewnie te rosyjskie antyszczepionkowe boty! Pani tu z Łącznej nadaje, to może sobie pogadamy, ponad podziałami. Usiądziemy razem z tymi co jedzą pizzę z ananasem i bez, serniczki z rodzynkami czy koniecznie bez suszonych winogron. Co Pani na to?
- Proszę? - odpowiada zdziwiona - Czy ja się dodzwoniłam na telefon zaufania? Potrzebuje pomocy.
Po chwili z telefonu zabrzmiał dziwny dźwięk, z którego wyłonił się głos Ivana Komarenko, głoszący postulaty z hymnu antycovidowyego.
W hymnie Komarenki można było wyłapać ukryte ostrzeżenie przed niezaszczepionymi delfinami płynącymi do Bałtyku. - O zgrozo! Pomyśleli wszyscy.
- Potrzebuję pomocy, bo cały czas Jej piękne czarne oczy, Śnią się czarne oczy, Ich nie przeoczysz, Proomni też... - kontynuował Ivan na linii, gdy zdecydowanym ruchem rozmowę rozłączył Tomek, po czym powiedział do wszystkich w biurze - Kochani, super rozmowa, konkretnie i na temat, ale przejdźmy do kolejnego punktu agendy.
Wędrowny sokół, przyglądający się całej scenie z dachu wrocławskiej kamienicy, a wzrok bystry miał jak Ziobry puenta, uśmiechnął się, i rzekł głosem prawie ludzkim: czas odpocząć Wam, Polacy, od tych waśni, przepychanek, propagandy, zwykłej grandy i zobaczyć świat inaczej, z lotu ptaka, gdzie Polaka nie wyróżnia nic szczególnie, a na pewno nic nie dzieli, chyba że waśń stara, po kądzieli.
Na te słowa, stała się rzecz niebywała - okna z czwartego piętra Starej Giełdy przy Placu Solnym 16 we Wrocławiu otworzyły się, a z nich, jak żółto-czarne egzotyczne ptaki, wylecieli, wznosząc się ponad chmury, wszyscy pracownicy wrocławskiego biura, krzycząc wesoło "lećmy na Pilicką, lećmy ich uścisnąć!"
Na Pilickiej tymczasem, już zamiast mącących czarnych oczu z piosenki Ivana, spokojne niebieskie, w otoczeniu świątecznych dekoracji prosto z Biedronki, idealny aranż na świąteczną imprezę, pomyślały wrocławskie ptaki.
Żeby tradycji stało się zadość, zaraz po przybyciu na Pilicką stołeczne ptaki do spółki z ptakami wrocławskim czym prędzej rozpoczęły przygotowania do corocznego przelotu do ciepłych krajów — tym razem za swój cel obrały...
gorącą jak wulkan Kubę.
A jak Kuba, TO WIADOMO CO - Cuba! Quiero bailar la salsa!
Będzie niezłe bailando - każdy czuł to podekscytowanie pakując biuwary, laptopy i komórki służbowe, a także napoje gazowane i nie z konferencyjnej.
Później tylko jeszcze paszport i... paszport COVID, test PCR, zaświadczenie, test testu i można lecieć!
- Hej Plusiaki - zawołał Michał - a może potem do Indii?
Zaszyjemy się w jakimś klasztorze buddyjskim, pomedytujemy, zgłębimy arkana jogi i ukoimy skołatane nerwy, może nawet hmmm jakiejś yerby się napijemy.
Zrelaksowani, wychillowani i napojeni yerbą? Świetnie! Zatem wsiadamy na statek i płyniemy do Tajlandii- dodał Łukasz. Bangkok wzywa!
?One night in bangkok and the world's your oyster ? a w naszym przypadku karpik - dodała Kasia.
Po yerbie i karpiku pora na coś słodkiego.
Plusiaki postanowiły więc upiec pierniczki, aby stało się zadość świątecznej tradycji!
Pierniczki oczywiście bezglutenowe z przepisu by Ann!
W tle leciało "Last Christmas"...
A małe elfy z księgowości w pocie czoła podrygały w rytm świątecznej muzyki, rozmyślając, jak z robotą zdążyć do Wigilii :)
Czas leciał, a pracy nadal było sporo, więc elfy postanowiły połączyć siły i zrobić wszystko, aby Święta się udały. Ale kto zapakuje świąteczne prezenty? Czy na pewno wszyscy byli grzeczni w tym roku?
Wtem wchodzi Kasia Zielińska wraz z elfami i rzecze: - Jak to, my nie damy rady? Raz, dwa, wszyscy do roboty zagnani, aby prezenty dowieźć przed świętami...
Nagle "bach" – mały bananas spadł i obudził drzemiącego na plaży Mikołaja – "Ależ to był zakręcony sen" – pomyślał Mikołaj, podnosząc się i otrzepując z piasku. Obudził też drzemiącego obok Tomka – "Wstawaj Samuraju, mamy spotkanie na Teamsach do ogarnięcia! Tobie też się śniła Wigilijna Opowieść?" Ale o tym, co opowiedział Tomek, dowiemy się dopiero w następnej części pt. "GK+ i tajemniczy brief z Laponii".